Przywilej to czy przekleństwo

Przywilej to czy przekleństwo

Zacznę od tego, że patrząc za siebie mimo wszystko, wciąż myślę o przyszłości. Inaczej mówiąc, nie da się planować przyszłości, bez doświadczeń z historii. Niby bezdyskusyjne, kiedy jednak obserwuję  wysyp pomysłów na lepsze życie, które pojawiają się z potrzeby chwili, żeby z kolei po chwili zniknąć. Myślę sobie, że wcale nie jest to takie oczywiste. 

Wciąż czuję się młodo. Kiedy jednak spojrzę za siebie dochodzę do wniosku, że mam doświadczeń na obdzielenie wielu z Was. Przywilej, przekleństwo czy może zwyczajna rzecz w życiu młodego prezydenta. Schodząc z tego filozoficznego tonu, chcę powiedzieć, że widziałem nie jedno, uczestniczyłem w wielu sytuacjach. Były wesołe, zdarzały się podniosłe,. No i bywały ponure. Zresztą te jakoś szczególnie bywają zapamiętane. Mam też wrażenie, że te historie najbardziej są pożądane przez opinię publiczną, ale chcę wierzyć, że to tylko skrzywienie zawodowe….

Z zasady nie ujawniam, personaliów, bo mało to grzeczne, a i promocji osobom przysparzać nie chcę. Wszystkie jednak moje historię mają swoje potwierdzenie w faktach albo dowodach. Tak ja ta o polityku, który przyniósł mi kartkę, z wykazem tych co do zwolnienia oraz kandydatami na ich miejsce i do awansu…